czwartek, 26 marca 2015

Mój poród cz2

   Położne z porodówki były bardzo miłe i uśmiechnięte, mój partner natomiast był blady i przestraszony, kiedy spojrzałam na niego zdałam sobie sprawę z tego, że poród rodzinny to jednak był błąd. 
   Zaraz po przyjeździe na porodówkę zabrano mi gaz znieczulający i zaprponowano mi naturalną pozycję porodu na kolanach. Nie mam porównania ale faktycznie pozycja jest naprawdę wygodna i zawsze mogłam zacisnąć dłonie i zęby na oparciu od łóżka.
   Cały poród (z perspektywy czasu) był krótki. Najciężej było mi wyprzeć główkę, miałam wrażenie, że utknęła, a ja wiedziałam, że nie mogę się wycofać. 
   Po pół godziny usłyszałam głos mojej księżniczki i podano mi ją do rąk. Była cała sina,we krwi, a za nią ciągnęła się pępowina. Nawet nie pamiętam co wtedy zrobiłam, co powiedziałam do niej, byłam w szoku. Wiem, że gdy tylko ją przytuliłam do siebie na chwile pielęgniarki zabrały mi ją i razem z Tomkiem zaczęły czyścić i ubierać.
   Najprzyjemniejszą częścią porodu było urodzenie łożyska. Potem czułam tylko ulgę. Okazało się, że popękała mi skóra więc musiałam być zszyta, a że miałam zamiar karmić piersią dostałam znieczulenie miejscowe i oddano mi gaz znieczulające. Już po kilkunastu minutach miałam Zosię na rękach.
   W życiu nie myślałam, że skurcze i cały poród może być tak bolesny, ale w chwili gdy usłyszałam płacz dziecka moje łzy przemieniły się we łzy szczęścia. To był najpiękniejszy dzień w moim życiu. 
   DZIECKO JEST CUDEM!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz