Macierzyństwo to jedno z najbardziej wyczerpujących i pracochłonnych zajęć jakie kiedykolwiek miałam.
Mój pobyt w szpitalu nie należał do najlepszych, ponieważ przez 3 doby spędzone tam spałam tylko 4 godziny i 0,5 godziny w noc przed porodem, także byłam wykończona. Druga noc była chyba najgorsza, Zosia płakała i wisiała na cycu przez całą noc.
Dodatkowy problem miałam z przystawieniem dziecka do piersi, nikt mi nie pomógł i nie wytłumaczył jak mam to zrobić, jedynie bardzo niemiła pielęgniarka przystawiła mi Zosie do lewej piersi nie odzywając się ani słowem do mnie, tak jakby to robiła z łaską. Z prawą piersią już był problem. Mała upodobała sobie jedną pierś, a w drugiej omal nie dostałam zapalenia.
Kiedy wróciłyśmy do domu myślałam, że będzie lepiej, ale to marzenie było bardzo odległe. Zosia płakała, a ja razem z nią. Mój partner dużo mi pomógł w usypianiu dziecka. Ze stresu i nie wyspania nie mogłam przepuścić mleka, więc mała była jeszcze bardziej zestresowana i za każdym razem kiedy próbowałam ja chociaż zniżyć do piersi wybuchała histerycznym płaczem i nie mogłam nic zrobić. Jedynie Tomek był w stanie ją uspokoić. Przez nacisk moich bliskich żeby karmić piersią i nie podawać butelki moja dziecina nie zjadła porządnie przez pierwsze 4 dni i ciągle płakała. Bardzo chciałam podać małej butelkę i nakarmić ją wreszcie ale czułam się jak wyrodna matka, która nie chce dać dziecku tego co najlepsze. a przecież ja chciałam, ale nie mogłam i nie uważam, ze kobiety karmiące butelką dbały o dzieci gorzej, niż te co karmią piersią. Na ten czas nie byłam w stanie myśleć racjonalnie, co było powodem spadku wagi mojej księżniczki.
Położne ze szpitala przyjeżdżały do nas przez tydzień, ponieważ widziały, że potrzebuje pomocy w karmieniu bo ewidentnie nie radziłam sobie. To one doradziły mi dokarmić Zosie butelką bo spadła 0,5kg i już kwalifikowała się do zabrania na oddział, ale dały mi jeden dzień i jeśli nic się nie poprawi to tak zrobią. Byłam przerażona, nie chciałam żeby mi ją zabrali. Tomek karmił Zosie butelką przez cały dzień, na zawołanie i drugiego dnia malutka była w lepszej formie i ja też.
Teraz już wiem dlaczego niunia nie mogła jeść. Moja Zosia urodziła się z ząbkiem :) Tak , dobrze przeczytaliście, w dniu narodzin miała już pierwszego mleczaka i to on był powodem problemu z jedzeniem i ciągłego płaczu, ale kto wtedy pomyślałby żeby sprawdzić jej dziąsła, przecież takie dzieci rodzą się średnio 1/3000 dzieci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz